Są w roku takie dni, kiedy czuję, że cały świat wokół mnie zwalnia. Powietrze pachnie inaczej – gęściej, pełniej. Liście i kwiaty jakby stawały się bardziej wyraziste, a wiatr niesie w sobie mieszaninę aromatów, od których trudno oderwać myśli. Dla mnie 15 sierpnia jest właśnie takim dniem – świętem ziół, w którym przyroda daje mi odczuć, że jestem częścią czegoś większego, starszego od wszelkich ludzkich opowieści.
Wstaję wcześnie, zanim słońce na dobre rozgości się na niebie. Kiedy stawiam pierwsze kroki po rosie, czuję pod palcami stóp miękkość ziemi i jej pulsujące życie. Idę w stronę miejsc, które znam jak własne kieszenie – łąki, gdzie dziurawiec co roku rozkwita złotem, skraj lasu, gdzie bylica pospolita stoi dumna i niewzruszona, polany pełne krwawnika o drobnych, misternych kwiatostanach. Wiem, że dziś do mojego bukietu dołączą też wrotycz o intensywnym, korzennym zapachu i dziewanna, która wygląda jak wysoka, żółta strażniczka letnich pól.
Każde z tych ziół ma swoją historię i swoje miejsce w dawnych wierzeniach. Dziurawiec – roślina słońca, odpędzająca złe moce i przywracająca radość. Bylica – strażniczka domostw, palona w ogniskach dla ochrony przed tym, co nieczyste. Krwawnik – wierny towarzysz w leczeniu ran i wzmacnianiu ciała. Wrotycz – potężny, ostry, używany do oczyszczania i ochrony. Dziewanna – wysoka i majestatyczna, w słowiańskich opowieściach przywołująca światło i siłę.
Zbierając je, nie spieszę się. Dotykam liści, czuję pod palcami delikatny meszek, wdycham zapachy, które znam od dziecka. Wiem, kiedy roślina „mówi” mi, że jest gotowa, i wtedy ostrożnie ścinam ją nożem. Układam wszystko w bukiet – nie po to, by tylko cieszył oczy, ale by niósł w sobie moc lata.
Na co dzień widzę, jak te rośliny działają. Jak dziurawiec potrafi rozjaśnić ponury nastrój, jak krwawnik koi bóle i wspiera kobiece zdrowie, jak bylica i wrotycz pomagają oczyścić ciało z tego, co mu szkodzi, a dziewanna łagodzi kaszel i wspiera płuca. To nie są tylko rośliny – to moi sprzymierzeńcy, nauczyciele i przyjaciele.
Kiedy wracam do domu z bukietem w rękach, mam wrażenie, że niosę ze sobą kawałek dzikiej łąki. Taki, który zatrzymuje lato w środku sierpnia. Taki, który będzie przypominał, że natura zawsze daje nam to, czego potrzebujemy – jeśli tylko nauczymy się jej słuchać.
I właśnie za to jestem wdzięczna. Za to, że mogę być zielarką. Że mogę patrzeć, jak rośliny zmieniają życie ludzi, którym pomagam. Że moje dłonie pachną ziołami, a serce bije w rytmie przyrody.
Ten dzień ma dla mnie jeszcze jeden wymiar – właśnie 15 sierpnia urodziła się moja babcia, kobieta, od której, choć nigdy jej nie poznałam, odziedziczyłam miłość do roślin. Czasem myślę, że gdzieś w tym dniu splata się jej historia z moją, jakby wśród zapachu ziół unosiło się ciche echo jej obecności 
